Beauty Icon
2010-09-10 
 Wywiad z Nicole Masson - Dyrektor MAC Global Colour Products ...
2009-08-13 20:05:48 
ROZMOWA Z NICOLE MASSON
DYREKTOR GŁÓWNA M·A·C GLOBAL COLOUR PRODUCTS



Możesz mi powiedzieć jaką rolę odgrywasz w M-A-C?
NM: Jestem Dyrektorem Głównym Global Colour Products, co oznacza, że jestem odpowiedzialna za estetykę, funkcjonalność i rozwój produktów M-A-C, m.in. pomadek, cieni do oczu czy różów. Skupiam się na marketingu, badaniach i rozwoju naszych mozliwości, aby dowiedzieć się czego potrzebuje nasza marka, co rynek ma do zaoferowania, jakie są trendy i jak połączyć te wszystkie rzeczy w naszym produkcie.
Brzmi bardzo interesująco...
NM: To naprawdę satysfakcjonująca i ekscytująca praca. Siedzę na co dzień w biurze i jestem otoczona tymi wszystkimi kosmetykami.
Spędzam pół godziny rozmawiając z koleżanką na temat rzęs. Zastanawiamy się nad tym, jak chcemy, żeby wyglądał i w jaki sposób działał tusz do rzęs. To wspaniałe, ponieważ naprawdę bardzo głęboko analizę produktu. Piękno polega na pragnieniach, jest jak magiczna mikstura w butelce, a
naszym zadaniem jest wydobycie tej mikstury.
Noc przed pokazem modelek jako pierwsza zobaczyłaś makijaż zaproponowany przez DSquared² dla limitowanej edycji Waszej kolekcji, Jakie emocje towarzyszyły Ci w tym momencie? Czy wcześniej domyślałaś się jak kolekcja będzie wyglądała?
NM: Z jednej strony domyślaliśmy się, a z drugiej nie. Gordon Espinet, który kierował pokazem mówił o pewnych domysłach, jednak oglądanie kolekcji po raz pierwszy jest bardzo ekscytujące. Nie wiadomo jest czego można się spodziewać. Pomimo że ukończyliśmy pozostałe cztery kolekcje, nie możemy powiedzieć czy osiągniemy cel, czy kolekcje będą od siebie zupełnie inne lub będą się łaczyły.
Możemy ustalić ogólny kierunek, w jakim będzie podążała kolekcja, jednak, sytuacja skonkretyzuje się dopiero w dniu pokazu.
Byłem w atelier i widziałem Cię jak przyjechałas. To musiały być bardzo stresujące i trudne chwile.
NM: Stanowczo. Kiedy pojawiają się nowe wyzwania, nigdy nie wiemy czego można się spodziewać. Są to jednak najwspanialsze aspekty przygotowywania kolekcji. Pozostałe rzeczy zostały wcześniej przemyślane i przygotowane. Chcemy zaprezentować kolekcję, która będzie odpowiadać klientom, artystom, jak również różnym grupom etnicznym na całym swiecie. Naszym zadaniem nie jest kontrola całego procesu, lecz jego ułatwienie. To naprawdę wspaniałe dla nas wszystkich. Na szczęście, w naszym przypadku zawsze wszystko się udawało, a my mogliśmy w lekkim zaskoczeniu cieszyć się sukcesem.
Jak współpraca z projektantami wygląda z punktu widzenia rozwoju produktu? Czy proponujecie projektantom produkty, jakich powinni używać?
NM: Sytuacja jest za każdym razem inna. Nasze laboratorium w Kanadzie przesyła nam tony cieni na próbę bądź ja ich proszę o opracowanie cienia,którego potrzebujemy. W przypadku DSquared², Gordon odwiedził miejsce, gdzie trzymamy wszystkie cienie, które opracowaliśmy, ale nie wprowadziliśmy do sprzedaży. Gordon je obejrzał i wybrał ten, który najbardziej mu się podobał. To pomogło mu w całym procesie.
Podczas współpracy z projektantami, rozwój produktu schodzi na drugi plan. Główny artysta makijażu i projektanci pracują razem.
Nie mówimy im: „To jest nasz nowy produkt na jesień, chcemy, żeby był częścią kolekcji.
Myślę, że w przypadku innych marek odwrotna sytuacja ma miejsce, dlatego miło jest wiedzieć, że MAC nie działa w taki sposób.
NM: To byłoby łatwe. Dalibyśmy projektantom gotową kolekcję i powiedzieli, żeby jej użyli.”
Ale nie chcemy, żeby tak się działo. Chcemy, żeby wszystko było prawdziwe.
Czy są jakieś ulubione produkty M-A-C z poprzednich kolekcji, których użyliscie w kolekcji DSquared²?
NM: Cieszymy się, że Gordon użył odżywki do ust SPF 15 w tej kolekcji. Nie traktowaliśmy jej jako produktu artystycznego, ponieważ zazwyczaj jest używana na przykład, gdy nasze klientki idą na zakupy. Jednak w tym przypadku odżywka zdała egzamin i zyskała nowy wymiar.
Gordon połączył ją z Lip Erase, produktem który tłumi naturalny kolor ust i sprawia, że staje się niczym płótno czekające do zapełnienia.
Dzięki temu można wyglądać jak odważna i szalona dziewczyna wracająca rano do domu z rozmazanym makijażem na twarzy.
Pomyślałam, że jest to idealny sposób, żeby zastosować produkt, który już posiadamy w swojej linii, a którego zazwyczaj nie uznaje się jako produkt artystyczny. Dzięki temu, produkt zyskał inny charakter. Powróciliśmy również do lśniącej tekstury, żeby uzyskać efekt rozmazania.
Użyliśmy klasycznego produktu,który znajduje się w naszej linii od długiego czasu. To błyszczyk, który można nałożyć na wszystko, jeśli chcesz, żeby wyglądało na rozmazane. Dzięki niemu makijaż jest kremowy, delikatny i lśniący. Urok tego rodzaju makijażu tkwi w możliwosci eksperymentowania.
Rozmawialiśmy o wyzwaniach, jakie współpraca z projektantami stawia przed działem rozwoju produktu, czy w takim razie jesteś stawiana przed innymi wyzwaniami?
NM: Największym wyzwaniem jest pilnowanie, żeby wszystko działało szybko. Jesteśmy bardzo dużą firmą, a nasze kolekcje pojawiają się we wszystkich sklepach w 69 krajach na całym świecie. Jeśli pomyśli się, że po raz pierwszy widzimy coś w lutym, a już wciągu 7 miesięcy ma się to znaleźć na półkach sklepów, dla niektórych może wydawać się to wiele czasu, jednak prawda jest odwrotna.
Nasza współpraca z Hello Kitty trwała przykładowo18 miesięcy. Jeśli mamy tylko 6 miesięcy, musimy pracować na potrójnych obrotach.
W takim wypadku każdy bierze się w garść i musi zdać sobie sprawę, że trzeba będzie zrobić wszystko, co konieczne.
W żadnym wypadku nie można powiedzieć „nie.” Niektórzy z nas poświęcają miesiąc życia dwa razy do roku oblatując samolotem cały świat, żeby upewnić się, że kosmetyki M-A-C znajdą się we wszystkich sklepach. Jeśli widzimy, że wszystko dobrze działa, sprawia nam to wielką satysfakcję.
Musisz czuć dużą niezależność wiedząc, że w rzeczywistości tak niewiele od Ciebie zależy. Musi wymagać to bardzo dużo kreatywności.
NM: Stanowczo tak. Pierwsza współpraca tego typu odbyła się z Alexandrem MacQueen. Bardzo się martwiliśmy o rezultat naszej pracy. Myśleliśmy: „Mój Boże, czy ktoś to w ogóle kupi?” Jednak Terry Barber (Dyrektor M-A-C w Wielkiej Brytani), który pracował nad pokazem powiedział do Gordona. „To nie musi wyglądać idealnie, nie poprawiajcie nic, niech wygląda jakby dopiero wróciło z pokazu.” I miał całkowitą rację.
Nie należy się martwić o sprzedaż. Trzeba po prostu robić to, czego wymaga od nas kolekcja. Różne niespodzianki, jakich doświadczam dają duże poczucie wolności.
 komentarze (1)
powiadom znajomego 
Kajol
2009-08-19 21:14:24


Ja chce mieć taką pracę ! :)
A ten cytat jest osłabiający: "miejsce, gdzie trzymamy wszystkie cienie, które opracowaliśmy, ale nie wprowadziliśmy do sprzedaży". O rany, brzmi jak opowieść o jakimś baśniowym świecie równoległym - spełnieniu marzeń kolorówko- i MACo- manki ;)
Przepisz kod z obrazka:
© Copyright by BeautyIcon.pl 2009