
2010-09-10
2009-08-09 11:27:51
ARTYŚCI ...Oglądanie prac każdego z tych artystów jest niezwykłym przeżyciem.
Jeszcze wspanialsze jest słuchanie jak opowiadają o swoich dziełach.
Krytyk sztuki z Nowego Jorku, Linda Yablonsky przekonała ich, aby ujawnili swoje sekrety.
Marilyn Minter wprowadza do sztuki nieco nieładu, który ciężko jest wyrazić słowami.
Jej zbliżenia ust, rzęs, paznokci, piegów oraz wysokich obcasów zacierają granicę pomiędzy groteską, a rzeczywistością. Na jej fotografiach nawet kropelka potu na skórze kobiety wygląda jak diament. Swój talent wykorzystała stosując błyszczące pigmenty użyte w artystycznych kosmetykach proponowanych przez MAC na jesień 2009. Marilyn to artystka, któr z łatwością porusza się między sztuką a modą, a jej prace widać zarówno na billboardach, jak i w galeriach i wystawach, jak np. Whitney Biennial. Współpracowała z wieloma znanymi osobistościami, m.in. Pamela Anderson. „Nigdy nie wiem, jak będzie wyglądać fotografia dopóki nie spojrzę na świat przez obiektyw aparatu. Zawsze czekam, aż wydarzy sie coś niespodziewanego” – mówi artystka.
Linda Yablonsky: Co skłoniło Cię do współpracy z MAC przy tworzeniu linii makijażu Maku-Up Art Cosmetics?
Marilyn Minter: Każda dziedzina piękna i sztuki, również kosmetyka jest inspiracją dla mojej sztuki.
Żeruje na tym niczym pasożyt! Podczas gdy MAC czerpie z mojego talentu, ja dużo więcej czerpię z nich.
L: Co Ci się szczególnie spodobało w linii, którą wykorzystywałaś? Błyszczący cień do oczu, może pomadka?
M: Prosiłam o pomadkę do ust jako dopełnienie makijażu oczu, jaki wykorzystałam w fotografiach, jednak sama, na co dzień bardzo często używam pomadki.
L: Jesteś również malarką. Czy nakładałaś makijaż modelkom podczas robienia zdjęć?
M: Pracuję z profesjonalną stylistką i artystką Rosina Harris i to ona właśnie idealnie nałożyła makijaż podczas sesji zdjęciowej.
Wtedy ja wkroczyłam i wszystko popsułam spryskując modelkę wodą i gliceryną. Nie lubię, kiedy ukrywa się na przykład piegi lub pot, a modelka przestaje wyglądać jak człowiek. Dla mnie wszystko powinno wyglądać naturalnie. Zazwyczaj, gdy z kimś współpracuję, używa się aerografu podczas nakładania makijażu. MAC tego nie robi i to mi sie właśnie podoba.
L: Przygotowano całą linię lśniących kolorów na jesień 2009. Co skłoniło Cię żeby użyć właśnie tego rózu na swoich zdjęciach?
M: Po prostu bawiliśmy się kolorami, żeby sprawdzić, który najbardziej będzie pasować.
L: Czy utożsamiasz piegi z pięknem?
M: Stanowczo tak. Uważam nawet, że piegi są piękne i nie są czymś, czego należy się wstydzić. Są po prostu ludzkie.
L: Co miałaś na myśli mówiąc, że wszystko popsułaś?
M: Trochę z tym przesadziłam. Niedawno fotografowałam Julienne Moore, której piegi nieco wyblakły i musiałam je sztucznie podkreślić kredką.
Lubię uwypuklać pewne rzeczy. Jeśli ktoś ma lekki zarost, często się na tym skupiam i to podkreślam. Lubię również ukazywać, jak coś się rozpada.
L: Twoje fotografie dla MAC są wykonane przy dużym zbliżeniu. Robiłaś je z bliska, czy przybliżyłas po wykonaniu zdjęcia?
M: Nigdy nie przybliżam wykonanych fotografii. Zdjęcie zawsze robię używając obiektywu makro i nigdy nie pokazuję czegoś w całości.
L: Jak blisko modelki możesz wykonywać zdjęcia?
M: Czasem, kiedy robię zdjęcia modelce, przez obiektyw widzę pory jej skóry. Zbliżenia są moją specjalnością.
Uwielbiam je, ponieważ będąc tak blisko nie myślisz o tym, co cię otacza. Możesz tylko obserwować to, co widzisz.
L: Czym dla Ciebie jest piękno?
M: Piękno jest względne. To, jak ktoś wygląda w ogóle nie odzwierciedla rzeczywistości. Przecież makijaż może spłynąć, a obcas butów może się złamać. Księżna Windsoru kazała sobie kiedyś wypolerować podeszwy butów. To czysta obsesja! Nie ma w tym nic prawdziwego! Przecież życie jest pełne niedoskonałości.
L: Jednak Twoje zdjęcia są piękne.
M: Piękno tkwi w prawdziwości i w niedoskonałości.
L: Twoje obrazy opierają się na cyfrowych kombinacjach wcześniej wykonanych fotografii, które następnie nanosisz emalią na aluminium. Mieszasz farbę palcami dokładnie tak, jak robią to artyści makijażu.
M: To jedyny sposób, w jaki można to robić.
Richard Phillips
Richard Phillips tworzy pełne energii, prowokujące obrazy olejne o wysokości ponad dwóch metrów. Przedstawia w nich wcześniej sfotografowane kobiety oraz mężczyzn. Większość z nich to modelki, gwiazdy show-biznesu, a nawet politycy. Wśród nich był m.in. Leonardo DiCaprio oraz George Bush. Richard wyrywa postacie z kontekstu, dodaje żywych kolorów, zaś każdym obrazem próbuje przekazać pewną wiadomość. Często tematem jest seks, propaganda lub władza. 46-letni artysta współpracuje obecnie z firmami zajmującymi się modą. Niedawno przygotował kampanię dla firmy Mont Blanc. Jeden z jego obrazów został ukazany na torbach Jimmy Choo, natomiast inny zagrał w filmie „Plotkara.” Sam artysta również zagrał epizod w tym filmie. Richard mieszka obecnie w Nowym Jorku z narzeczoną niemieckiego pochodzenia, Josephine Meckseper. Jego twórczość wystawia Larry Gegosian Gallery zarówno w Nowym
Jorku, jak i w Los Angeles.
L: Richard, czy kiedykolwiek miałeś na sobie makijaż?
R: Oczywiście, że tak. We wczesnych latach osiemdziesiątych byłem częścią death-rockowej społeczności gotów w Bostonie.
Kredka do oczu i czarny lakier na paznokciach były wtedy standardem.
L: Podczas współpracy z MAC dostałeś konkretną linię kolorów, lecz nie było tam czarnego.
R: Na początku trudno było to zrozumieć.
L: Przecież często współpracujesz z modelkami, które mają na sobie makijaż?
R: Chodzi mi o to, że wiem jak coś sfotografować, żeby wyglądało naturalnie, jednak nie wiem jak robią to artyści makijażu.
L: W takim razie, w jaki sposób udało Ci się do tego dojść?
R: Pracowałem z Pascalem Dangin, numerem jeden w branży mody, jeśli chodzi o retuszowanie. Wiadomo, w jaki sposób ludzkie ciało dostosowuje się do środowiska. Pascal sprawia, że ewolucja idzie jeszcze dalej poza to, co jest fizycznie możliwe. Potrafi sprawić, żeby ciało ludzkie spełniło abstrakcyjne oczekiwania, jakie przed nim stawia piękno. Dosłownie mówiąc, tworzy formy, które ludzkie oko chce zobaczyć.
L: Pracując dla MAC wykorzystałeś obraz, który już wcześniej wystawiałeś w Gagosian Gallery.
R: Kiedy MAC zwróciło się do mnie, było już za późno, żebym namalował nowy obraz, dlatego pomyślałem, że mogę „wyretuszowac” ten, który właśnie skończyłem. Dlaczego retusz miałby być tylko domeną fotografii?
Zamiast malować na nowo obraz z makijażem MAC, pomyślałem, że mogę poprosić Pascala, żeby go wyretuszował cyfrowo.
L: Czyli po prostu „nałożyliscie makijaż” na obraz, podobnie, jak robi to artysta makijażu na modelkach?
R: Owszem. To była niepowtarzalna współpraca. Kosmetyki sprawiają, że twarz modelki wygląda inaczej w rzeczywistości, jednak nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, żeby kosmetyki zmieniały twarz na obrazie.
L: Mógłbyś opisać ten proces?
R: Richard stworzył sześć różnych koncepcji z palety kolorów MAC używając do tego tyle różnych warstw kolorów, że w głowie mi się zakręciło.
L: Jak w takim razie wybrałeś odpowiedni wygląd dla swojego obrazu?
R: Pierwsze przykłady były szokujące, ponieważ efekt był zbyt jasny. Kolory MAC są dużo bardziej stonowane. Dlatego przyciemniliśmy nieco usta i stonowaliśmy kolor skóry. Również cień rzucany przez oczy był zupełnie inny niż ten na pierwszej wersji obrazu, w której głowa znajduje się do góry nogami. Aby osiągnąć ostateczny efekt, gdzie głowa jest zwrócona bokiem musieliśmy włożyć naprawdę wiele wysiłku.
L: Czy wybrałeś ten obraz, ponieważ jest tam zbliżenie twarzy kobiety?
R: W oryginale kobieta nie ma na sobie ostrego makijażu, dlatego stanowi doskonałą bazę do pracy. Nosi nazwę „Bondensee”, jak jezioro, które łączy Szwajcarię, Niemcy i Austrię. Na moim obrazie, jezioro pojawia się w tle, na pierwszym planie znajduje się natomiast twarz kobiety, którą zaczerpnąłem z magazynu porno.
L: To bardzo ciekawa wizja, ponieważ zastosowałeś duże zbliżenie i dodałeś ciemne odcienie MAC.
R: Malując, możesz przekazać siłę poprzez piękno, a według mnie siła jest jak niespełnione pragnienie.
Obraz ten reklamuje coś, czego tam nie ma –niewidzialny erotyzm reszty ciała tej kobiety. W rzeczywistości, obraz ten jest wyrazem zmysłowości.
L: Co zabawne, Twoja reprodukcja nadal wygląda bardziej jak obraz niż fotografia. Szczególnie rzęsy wyglądają bardzo szczegółowo.
R: Wiem. Możesz przyłożyć swoją twarz to tej twarzy, a ona nadal będzie wyglądała, jak namalowana. Prawie straciłem równowagę, kiedy to zobaczyłem i do dziś nie mogę wyjść z podziwu.
Maira Kalman
Maira Kalman jest znaną autorką licznych okładek i rysunków dla gazety „The New Yorker”. Stworzyła również ilustracje do kilkunastu książek dla dzieci. Projektowała zegarki oraz parasole dla M. & Co., tkaniny dla Isaaca Mizrahi oraz współpracowała przy tworzeniu kilku baletów, których choreografem był Mark Morris. Wraz z kompozytorem, Nico Muhly, niedawno przygotowała mini-operę na podstawie podręcznika języka angielskiego „Elementy stylu.” Obecnie przygotowuje „Zasady niepewności”, wizualny pamiętnik dla strony internetowej „The New York Times” zawierający ilustrowany blog pt. „Pogoń za szczęściem.” Maira Kalman regularnie wystawia swoje rysunki w galerii Julie Saul Gaul w Nowym Jorku.
L: Jesteś bardzo płodną artystka, Mairo. Skąd bierzesz tyle energii?
M: Jak juz kiedyś powiedziałam przed widownią w Nowym Jorku, moją najwiekszą motywacją jest strach przed nudą.
L: Jak wpadłaś na pomysł namalowania portretu „Młodej kobiety przy żółtym stole” dla nowej kolekcji MAC?
M: Rozpoczęłam od kilku szkiców uzywając kredek do oczu i pomadek do ust.
L: Czyli używałaś kosmetyków do makijażu jako farby?
M: Ostatecznie namalowałam go gwaszami, jednak na początek chciałam spróbować z kosmetykami MAC, dlatego szkice zrobiłam kredką do oczu.
L: Z powodu kolorów?
M: Chciałam po prostu poćwiczyć szkicowanie i bardzo mi się spodobało. Podobała mi się również paleta łącząca niebieski, czarny i czerwony. Kolory były żywe, a nie jaskrawe. Dodałam do tego kilka kolorów, które mi samej się podobały. Wszystko robiłam instynktownie.
Zbytnie zastanawianie się nad dziełem może być dla niego zabójcze. Należy po prostu pozwolić, żeby piękno cię przeniknęło.
L: Nowe kolory MAC są jaśniejsze niż zazwyczaj bywa to w kolekcjach jesiennych. Jak wpłynęło to na Ciebie podczas pracy?
M: Cały ten projekt wzbudził we mnie pewne uczucia – radości, zadumy, magii oraz kobiecości.
L: Kto posłużył Ci jako modelka do portretu?
M: To była kobieta, którą wcześniej poznałam i sfotografowałam w mojej kuchni.
L: Czyli była to obca osoba?
M: Przyszła po to, żeby przeprowadzić ze mną wywiad do gazety i usiadła przy moim zółtym stole kuchennym.
Poczułam, że muszę zrobić jej zdjęcie. Po prostu spodobał mi się sposób, w jaki na mnie patrzyła. Wyglądała jak sprytny chochlik.
Poza tym, często fotografuję ludzi, których spotykam w moim życiu. Robię też dużo zdjęć, kiedy chodzę po mieście.
Uwielbiam chodzić i nieustannie fotografuję zepsute krzesła.
L: Zepsute krzesła? A nie ludzi?
M: Fotografuję miliony ludzi. Jednak lubię zepsute przedmioty zostawione na chodnikach. Nie wiem, dlaczego. Myślę, że są bardzo poruszające. Dzisiaj przyniosłam do domu drabinę. Nie jest co prawda zepsuta, ale rozklekotana. Jest piękna.
L: Czym jest dla Ciebie w takim razie piękno?
M: Piękno powinno uosabiać zarówno złamane serce jak i heroizm. Dlatego lubię zepsute krzesła: jest ono zepsute, jednak nadal pozostaje krzesłem. Podobnie jest z ludźmi odważnymi i doświadczonymi prze świat.
L: Czy zwracasz uwagę na to, co ludzie na sobie mają, czy tylko patrzysz na twarze?
M: Lubię zwracać uwagę na wszystko, od najnowszej mody po zniszczone buty. Najmniej interesują mnie ludzie, którzy myślą, że są modni, a nie ma w nich choćby odrobiny ekscentryzmu.
L: Musisz mieć spore archiwum zdjęć.
M: Mam ogromny zbiór zdjęć, które kataloguję w różny sposób: mężczyzni w brązowych butach, lub kobiety z parasolami. Na moich ścianach i w szafkach jest mnóstwo fotografii. Często robię zdjęcia niespodziewanie. Wczoraj na przykład idąc minęłam mężczyznę w czarnym turbanie i białym szalu, a sekundę pózniej mężczyznę w białym kapeluszu i czarnym szalu.
L: Nie wyglądasz na osobę noszącą makijaż.
M: Boję się makijażu. Czasem nakładam jedynie błyszczyk do ust. Mój przyjaciel stwierdził kiedyś, że przynamniej widać przez to, że mi zależy.


Kajol
2009-08-10 11:37:16
Te wywiady to jak na razie moja ulubiona część Twojego bloga. Rewelacyjny pomysł :) Na moją wyobraźnię (no i nieodpartą chęć wykupienia całej kolekcji ;) ) działają bardziej niż standardowe informacje prasowe. Mam nadzieję, że będą się pojawiać przy kolejnych kolekcjach.

BeautyIcon
2009-08-10 23:10:37
Mam podobne odczucia, po przeczytaniu wszystkich materiałów znalazłam o wiele więcej cech marki z jakimi sama się identyfikuję, lubię się inspirować, a ta cała artystyczna otoczka jak najbardziej mi pasuje i działa na moją wyobraźnię :-)
Czasami lubię być omamiana, a ta fantazja jest bardzo przyjemna, pozwala oderwać się od szarości i przeciętności życia codziennego.
Czasami lubię być omamiana, a ta fantazja jest bardzo przyjemna, pozwala oderwać się od szarości i przeciętności życia codziennego.













